Mroczna winnica (fragment)

Po trzech dniach bezowocnych przesłuchań pracowników stacji badawczej Bruno znalazł wreszcie chwilę wytchnienia i postanowił wpaść do fryzjera na comiesięczne strzyżenie. Zasiadł w fotelu, gdy zadzwoniła Nathalie, kasjerka ze sklepu winiarskiego Huberta de Montignac. Ta właśnie cave została opisana w „Guide Hachette des Vins” jako jedna z najlepszych tego typu we Francji. Należała do zaledwie trzech miejsc, które – poza samą winnicą – szczyciły się tym, że nieprzerwanie od 1944 roku do dziś prowadzą sprzedaż Château Pétrus.
Dla Bruna, który rozumiał, że ważną częścią porządku prawnego jest podtrzymywanie wielkich tradycji Francji i St Denis, to miejsce było nieomal jak świątynia. Wyskoczył z fotela, nie dbając o bliskość nożyczek Baptiste’a, zerwał z siebie ręcznik i wcisnął służbową czapkę na częściowo ostrzyżoną czuprynę. Zatrzymał się tylko po to, by przyczepić na dachu niebieską lampę policyjną, i odjechał z warkotem.
Nathalie nie wyjaśniła zbyt dokładnie przyczyny alarmu, rzuciła tylko, że są kłopoty i żeby się pośpieszył. Zaledwie trzy minuty zajęło Brunowi wymuszenie przejazdu przez zwyczajowy korek na małym rondzie przy moście; wjechał na dziedziniec przed wielką stodołą Huberta. Sam właściciel przyznawał, że mimo bluszczów i kwiatów, wyrastających ze starych beczek po winie, wejście do tak znakomitej instytucji nie jest imponujące. Ale, jak tłumaczył, wolał wydawać pieniądze raczej na treść niż na opakowanie. Nie oszczędzał za to na własnym opakowaniu, kultywując styl angielskiej wsi: tweedowe marynarki, koszule Viyella, dziergane na drutach krawaty i ręcznej roboty buty do golfa, które przywoził z handlowych podróży do Londynu.
Na dziedzińcu Bruno ujrzał normalny tutaj zestaw samochodów: mercedesy i bmw, citroeny, renaulty i peugeoty z różnych stron Francji. Zatrzymał wzrok na zielonym range roverze z brytyjskimi tablicami. Jedynie to auto budziło w nim odrobinę zazdrości. Jako zapalony myśliwy, często musiał bezdrożami targać z daleka tuszę jelenia. Ale wiedział, że wygodniej mu będzie w terenowym citroenie z demobilu, na który odkładał.
Rzutem oka ocenił sytuację. Najbliżej stało białe porsche z otwieranym dachem i wrzaskliwa awantura toczyła się wyraźnie wokół niego. Na miejscu pasażera siedziała młoda kobieta o oszałamiającej urodzie. Hubert przez otwarte drzwiczki trzymał kierownicę, żeby uniemożliwić odjechanie rozwścieczonemu mężczyźnie w jaskrawożółtych spodniach i różowym polo. Na masce siedziała Nathalie z groźną miną, obok niej przycupnęła dziewczyna, której Bruno nie znał, prawdopodobnie nowa pracownica. Gdy słońce odbijało się w jej złotych lokach i ciemnych oczach, wydawała się wystarczająco atrakcyjna, by na moment zwrócił na nią uwagę. Szacowała go odważnym spojrzeniem, jakiego spodziewałby się raczej po starszej i bardziej dojrzałej osobie.
Przy niej stał Max, przystojny młodzieniec z jasnymi pasmami włosów i promieniejącej zdrowiem cerze. Uśmiechnął się na widok Bruna, który uczył go grać w rugby. Max studiował teraz na uniwersytecie w Bordeaux, a w lecie pracował u Huberta. Z tyłu, przy drzwiach do cave zebrało się kilku klientów, zafascynowanych sceną rozgrywającą się wokół porsche.
Ciągle błyskając niebieskim światłem, Bruno zatrzymał furgonetkę tak, że przodem prawie dotykała porsche, blokując mu drogę do bramy. Wyjął notatnik i zapisał numer rejestracyjny. Na końcu było 75, co oznaczało Paryż. Podszedł do grupy, która nagle ucichła. Nie był to czas na tradycyjne pocałunki i ściskanie dłoni. To była okazja do zademonstrowania
bezimiennego majestatu prawa.
– Messieurs, dames – zaczął, dotykając palcem czapki w salucie i patrząc na zgromadzonych. – Szef policji Courrèges, do usług.
Uważnie przyjrzał się nieznajomym i ich drogiemu samochodowi. Mężczyzna w różowym i żółtym wyglądał na pięćdziesięciolatka. Miał wspaniałą plerezę długich, kręconych siwych włosów, mały brzuszek i nosił złotą obrączkę. Dziewczyna w porsche była pewnie koło dwudziestki. Nosiła ogromne okulary przeciwsłoneczne i buty, które kosztowały – w ocenie Bruna – co najmniej jego dwutygodniówkę. Zauważył na jej palcach kolekcję brylantów, ale nie dostrzegł obrączki. U jej stóp siedział niesłychanie zadbany biały pudel z diamentową obrożą.
– Upuścił Château Pétrus ’82 i nie chce zapłacić – oświadczył Hubert takim tonem, jakby zapowiadał pogrzeb bliskiego członka rodziny.
– To znaczy stłukł? – zapytał Bruno ze zgrozą. – Butelkę osiemdziesiątego drugiego? – bez wątpienia to była śmierć członka rodziny.
– Wino za 2200 euro rozbite o posadzkę! – zawtórowała Nathalie.
– To był wypadek – przerwał jej mężczyzna w różowym. – Butelka była śliska, zatłuszczona. To nie była moja wina.
– A pan jest kim? – zapytał Bruno.
– Zwykłym turystą. Na krótkich wakacjach.
– Poproszę dokumenty.
– Ale o co chodzi? Jestem przejazdem. Ruszę dalej, jak tylko ci ludzie odblokują mój samochód.
– Dokumenty, monsieur. I pani też, madame.
– Mademoiselle – poprawiła go starannie wystylizowana kobieta, wyławiając dowód z torebki, na której Bruno rozpoznał charakterystyczne logo Chanel.– Bardzo przepraszam, mademoiselle… hm… d’Alambert. To wciąż jest pani adres, Boulevard Maurice Barrès w Paryżu?
Przytaknęła. Bruno przepisał wszystko do notatnika. Miała dwadzieścia cztery lata i urodziła się w Lille. Wykonała niezły skok z przemysłowego miasta w północnej Francji na Boulevard Barrès, tuż obok Bois de Boulogne, słynną ulicę w najbogatszej części Paryża. W rubryce zawód wpisane było: modelka.
– Monsieur – powtórzył – pana dokumenty.
Mężczyzna zacisnął usta, jakby chciał odmówić. Przez chwilę mocował się z kosztownym portfelem ze skóry krokodyla. W końcu podał dowód i prawo jazdy.
– Monsieur Hector d’Aubergny Dupuy, zamieszkały przy Avenue Foch, Paryż, XVI Dzielnica. To prawda?
Mężczyzna przytaknął. Avenue Foch to też był świetny adres. I zaledwie przyjemny spacer dzielił go od Bois de Boulogne i Boulevard Barrès.
– Gdybym zadzwonił do pana mieszkania, czy ktoś tam mógłby potwierdzić, że to pan? – Bruno zawiesił głos i spojrzał na dziewczynę w porsche. – Może madame Dupuy?
Dupuy się zarumienił. Kolor jego twarzy coraz bardziej przypominał róż jego koszulki.
– Wątpię, nie o tej porze.
– Poproszę adres pana pracy, jeśli byłby pan tak uprzejmy.
Dupuy znowu otworzył portfel i wyjął wizytówkę, która przedstawiała go jako właściciela i szefa firmy konsultingowej z biurem przy Avenue Monceau. Bruno wyjął komórkę.
– Pod tym numerem zapewne jest ktoś, kto może potwierdzić pana tożsamość i że to pana samochód?
– Tak, moja sekretarka. Ale ja mam dowód rejestracyjny i ubezpieczenie, i…
Bruno podniósł dłoń, odwrócił się i wykręcił numer Philippe’a Delarona, który robił zdjęcia na weselach i pisał o lokalnych wydarzeniach sportowych w gazecie „Sud-Ouest”. Zasugerował ambitnemu reporterowi, żeby się zjawił ze swoim aparatem. Po czym odwrócił się z powrotem do milczącej już teraz grupy.
– Nie jestem pewien, czy wchodzi tu w grę jakiekolwiek przestępstwo, ale wyraźnie możliwy jest pozew cywilny, a jeśli dojdzie do procesu, najprawdopodobniej zostanę powołany na świadka. W związku z tym muszę poprosić o trochę cierpliwości, podczas gdy spróbuję dojść, co się tutaj stało – celowo wymawiał każde słowo powoli i dobitnie. – Z tego powodu pozwoliłem sobie poprosić, żeby dołączył do nas fotograf, który czasami pomaga policji dokumentować sceny sporów.
– Masz na myśli Philippe’a, który robi zdjęcia dla gazety? – zapytała Nathalie.
Tym razem, co Bruno zauważył z satysfakcją, różowa twarz Dupuy wyraźnie zbladła. Bruno popatrzył na pracowników sklepu z winem zgromadzonych przy masce porsche.
– Madame, może teraz, gdy zapanował spokój i wszystko jest pod kontrolą, mogłaby pani zejść z samochodu i zająć się klientami?
Nathalie żachnęła się, odchodząc, a siedząca obok niej ładna nieznajoma zsunęła się już nie tak zgrabnie. Bruno zauważył, że Hubert szybko ruszył jej na pomoc, ale wyprzedził go Max. Nathalie, długoletnia kochanka Huberta, także dostrzegła ten opiekuńczy gest i zacisnęła zęby.
– Chyba nie poznałeś jeszcze naszej nowej stażystki, mademoiselle Jacqueline Duplessis z Quebecu. Ta dziewczyna szybko myśli! Pierwsza usiadła na aucie, gdy butelka się stłukła i klient próbował odjechać – powiedział Hubert. – Studiowała winiarstwo w Kalifornii i będzie
pracowała z nami w tym roku, ucząc się naszych metod. Jej rodzina w Kanadzie produkuje bardzo ciekawe wino deserowe.
Bruno wyciągnął rękę do młodej kobiety, która przywitała się z dziwnym francusko-kanadyjskim akcentem, przytrzymała jego dłoń o moment za długo, a puszczając, prawie ją pogłaskała. Bruno założył ręce z tyłu, wymamrotał jakiś żart, po czym odwrócił się plecami do wejścia, zastanawiając się, co dalej. Przede wszystkim należało załatwić tę sprawę dyskretnie, o ile to możliwe.

Mroczna winnica
Martin Walker
ISBN: 978-83-927952-85
Wydanie: 1, 2014 rok
Druk: oprawa miękka, 304 strony
Cena: 32 zł